Stanley Kubrick – ekscentryk, który tworzył arcydzieła

Space Odyssey Poster
Reklama - Advertisement

Stanley Kubrick to jeden z najbardziej wpływowych reżyserów na świecie. Jego filmy to kamienie milowe w historii kina. Chyba żaden reżyser nie może poszczycić się tak dużą liczbą obrazów określanych mianem arcydzieł światowego kina.

W czasach, w których tworzył jego filmy określane były jako nowatorskie, czasem bluźniercze. Do dziś wiele z jego obrazów można określić jako dziwne, abstrakcyjne, jako wizje, które wyprzedziły epokę i zmieniły spojrzenie na kino.

Sam Kubrick odbierany był jako ekscentryk, odludek, tyranizujący wszystkich tytan pracy, jako uparty i opętany wizją perfekcjonista. Ze swojej pracowni, którą posiadał w piwnicach swojego domu, potrafił nie wychodzić całymi dniami, ba, całymi miesiącami. Tam oddawał się pracom nad kolejnymi pomysłami. Najbardziej lubił przygotowania do nowej produkcji: cały research z nią związany, poszukiwania, których efektem później były tony notatek na interesujący go temat. Lubił też proces montowania swoich filmów. To ten element był ponoć dla niego najważniejszy.

Pracował w nocy, spał w dzień. Nie lubił przyjmować wizyt, wolał rozmowy telefoniczne. Poznawał świat nie za pomocą żywego kontaktu, ale czytając obsesyjnie gazety, z których potem notował wszystko to, co zwróciło jego uwagę. Nie znosił całej otoczki związanej z promocją filmów. Podróże z tym związane uważał za zbędne, były dla niego męką, uważał, że traci przez nie czas. Nie lubił udzielać wywiadów. Twierdził, że nie wychodzą mu one najlepiej. Jednak w otoczeniu osób mu najbliższych był ponoć fantastycznym opowiadaczem.

Jego kino to swoiste eseje, autorskie spojrzenia, które trudno zaszufladkować. Mimo, że jego filmy były tak różne od modnych, kasowych produkcji hollywoodzkich, to jednak widzowie je pokochali i filmy radziły sobie w kinach doskonale.

O gatunku ludzkim nie miał zbyt wysokiego mniemania. Ukazywał to raz po raz w swoich obrazach: a to w „Mechanicznej pomarańczy”, a to w „2001: Odyseja kosmiczna”, wreszcie w „Full Metal Jacket” czy w „Lśnieniu”. Większość jego filmów, nawet jeśli nie wprost, przeraża widza i pozostawia specyficzne uczucie po seansie.

Swoich aktorów często doprowadzał do furii, a nawet do załamania nerwowego. Praca z nim nie była przyjemnością. Jego niezwykła precyzja, jego ciągłe niezadowolenie odbijały się na ogromnej liczbie dubli. Dla przykładu Shelley Duvall („Lśnienie”) jedną ze swoich kwestii powtarzała 127 razy – aż do satysfakcji i spełnienia Kubricka. Nie odpuszczał dopóki nie był zadowolony. Malcolm McDowell („Mechaniczna pomarańcza”) słynną, męczącą fizycznie scenę podtapiania dublował 27 razy. Wspomniana wyżej Shelley Duvall pracę z Kubrickiem zakończyła wizytą w szpitalu psychiatrycznym.

Jego jedyne w swoim rodzaju wizje często inspirowane były sztuką: sposób filmowania Jacka Nicholsona w „Lśnieniu” i R.Lee Ermey’a w „Full Metal Jacket” inspirowany był obrazem Goi „Saturn pożerający własne dzieci”. Takich przypadków jest więcej. Warto oglądać jego filmy też pod tym kątem.

Jego praca artystyczna rozpoczęła się bardzo szybko. Jednak na początku nie było to kino, ale fotografia. Gdy miał 13 lat ojciec kupił mu aparat fotograficzny (jedne źródła podają, że była to Leica, inne że Graflex). Zaczął robić zdjęcia i mając 14 lat sprzedał część z nich magazynowi „Look”. Dostrzeżono w nich potencjał, a młody Stanley dostał pierwszą pracę. Ponoć był najmłodszym fotoreporterem w historii tego magazynu.

Kiedy porzucił pracę fotografa wiedział już, że jedyne co go tak naprawdę interesuje to kino. Tylko kino. Jednak początki w filmowym świecie nie należały do najłatwiejszych. Krytycy zarzucali jego filmom niski poziom (sic! Jak można tak uważać, o filmie „Zabójstwo” ? Doprawy nie wiem.), nie chciano z nim pracować. Na szczęście ktoś wielki i niezwykle ceniony zauważył w Kubricku to coś i oczarował się jego pracą. Tą osobą był sam Orson Welles. Można powiedzieć, że jeden geniusz odkrył dla świata drugiego geniusza. Od tego czasu już było tylko lepiej. Świat poznał się na Kubricku, zaczęły powstawać coraz to większe dzieła, a praca niezwykle inteligentnego, spostrzegawczego twórcy w końcu została należycie doceniona. Można się zżymać na fakt, że Akademia Filmowa nigdy nie nagrodziła żaden z jego filmów Oscarem, ale nie od dziś wiadomo, że historia Oscarów jest dosyć osobliwa i że takich przypadków zdarzyło się już całkiem sporo.

 

Monika Adamski

Monika Adamski

Editor in Chief at Radio RAMPA
Redaktor Naczelna i współzałożycielka Radio RAMPA. Absolwentka City University of New York, gdzie ukończyła kierunki Media i Dziennikarstwo oraz Politologia. Ponad 10 lat doświadczenia w zawodzie. Przeprowadziła wywiady m.in. z Prezydentami Polski, członkami kongresu amerykańskiego, amerykańskimi politykami lokalnymi, ambasadorami, a także największymi gwiazdami polskiej estrady.
Monika Adamski
Advertisement

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here